Pokazywanie postów oznaczonych etykietą POLITYKA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą POLITYKA. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 stycznia 2013

Życie 2.0


XXI wiek jest niebywale szybko rozwijającą się erą w dziejach ludzkości. Olbrzymie możliwości obecnej techniki oferują szeroką gamę wariantów w dziedzinach lecznictwa, elektroniki, szkolnictwa, administracji i wielu innych aspektach życia, bez których społeczeństwo nie będzie funkcjonować poprawnie. Jednak, jak w każdym przypadku, istnieje też druga strona tego medalu.

Kwestie techniczne


Bardzo dynamicznie rozwijający się rynek elektroniczny jest jednym z największych dobrodziejstw,  jak i narzędziem  samozagłady, które powoli zaczyna tykać i odliczać czas do wielkiego przewrotu. Coraz łatwiejszy, szybszy i tańszy sposób, w jaki użytkownicy komputerów mogą korzystać z zasobów sieci internetowej powoduje, że większość dziedzin życia zostaje poważnie zaniedbanych. Jeszcze 10 lat temu, gdziekolwiek się nie wyszło, zauważyć dało się wiele grupek dzieci, które hasały i bawiły się w różnego rodzaju gry i zabawy, a jedynym narzędziem do kreowania świata wirtualnego był ich własny mózg. Dziś sytuacja wygląda odwrotnie. Mózgiem dzieci i nastolatków stał się komputer. Wolą zastąpić bezpośrednie spotkania z rówieśnikami – czy to w celach rekreacji czy zwyczajnej wymiany zdań – na spotkania w sieci poprzez komunikatory i rozgrywki sieciowe, jakie oferują gry komputerowe. O szkodliwym wpływie zdrowotnym może poświadczyć wielu uczonych, którzy przez lata badają wpływ rozwoju techniki na „wygody” życia społecznego. Potwierdzić to także mogą sami poszkodowani, którzy spędzali (lub nadal spędzają) ponad 8 godzin dziennie przed monitorem. Wiele aspektów życia takich jak rodzina, edukacja, sport i rekreacja, a nawet świadomość rzeczywistości są poważnie zaburzone przez nadmierne używanie narzędzia jakim jest Internet.

Najczęstszym zjawiskiem uzależnienia w ostatniej dekadzie są gry sieciowe. MMOG (Massively Multiplayer Online Games), czyli gry sieciowe dla bardzo dużej ilości odbiorców jednocześnie, stały się główną przyczyną tego zjawiska. Z roku na rok obserwuje się niepokojący wzrost rubryk z napisem „Ilość użytkowników ONLINE” we wszystkich wypuszczonych na rynek tytułach gier MMO. Coraz bardziej powszechna chęć oderwania się od świata rzeczywistego, w którym człowiek nie odnosi wielu sukcesów w karierze czy w relacjach z rodziną, staje się powoli normą, niestety, akceptowaną przez społeczeństwo. Początkowe założenia wirtualnych gier były proste. Dostarczyć ludziom szybkiej rozrywki, bez zbędnych nakładów czasowych i pieniężnych, aby urozmaicić spędzanie wolnego czasu. Z biegiem lat sytuacja ta zmieniła się diametralnie: z niewinnej inicjatywy pomocy usprawnienia życia społecznego i rekreacji w olbrzymią maszynkę do zarabiania pieniędzy przez wielkie koncerny gier komputerowych, jak i potężne straty w zasobach ludzkich. Wielu ludzi coraz częściej wybiera rolę wirtualnego bohatera, który trudni się zabijaniem stworów, ulepszaniem swoich umiejętności oraz handlem wirtualnym towarem niż bierze w ryzy swoją karierę zawodową czy usprawnia stosunki z ludźmi w otaczającym nas świecie.

Kraina mlekiem i miodem płynąca...


Gry sieciowe nie cieszą się popularnością wśród licznych organizacji, które walczą o to, aby ludzie oderwali oczy od monitora, ale z całą pewnością cieszą liderów rynku elektronicznego we wszystkich oddziałach świata. Najlepszym przykładem na taką radość jest Azja. Billingi, jakie zaksięgowały światowe rejestry gospodarek krajowych, wychodzą już poza skalę w rubryce „Azja”. Od 1998 roku do czasów obecnych, gospodarka Korei Południowej zaobserwowała wzrost sprzedaży na rynku elektronicznym o przeszło 600%! Jest to nieprawdopodobny wynik zważywszy na to, że jest to młody dział rynku.

Można by przytoczyć wiele przykładów niesamowitych historii związanych z nałogowym graniem w gry sieciowe przez Azjatów. Mowa mianowicie o ludziach, którzy w swoich krajach uchodzą za celebrytów e-gamingu (zawodowe rozgrywki sieciowe). Liczne turnieje, na których zdobywają popularność poprzez pokonywanie kolejnych rzesz przeciwników, przynoszą im niebotyczne wynagrodzenia finansowe. Znajdzie się też miejsce dla osób, które grając po 72 godziny non-stop same skazały się na przykre konsekwencje. W wyniku odwodnienia, niedożywienia i zaniedbania podstawowych potrzeb fizjologicznych ZMARŁO już tylu ludzi, że wyniki można przedstawiać w tysiącach. Jak bronią się koncerny gier ? – My nie mamy wpływu na to, jak ludzie korzystają z naszych dóbr, które umieszczamy na rynku elektronicznym. Wszystko jest dla ludzi. Niestety niektórzy nie potrafią mądrze korzystać z zasobów Internetu. Wniosek jeden: Zysk ponad wszystko.

Tę sytuację można interpretować na dwa sposoby. Jest to świetny i dobrze rozwijający się sposób na naprawę gospodarki (przeważnie w małych krajach) jak i idealny sposób na zmarnowanie inteligencji młodego narodu.

Obecnie statystyki przedstawiają się następująco:

- Na świecie istnieje ponad 400 milionów AKTYWNYCH kont w różnych grach MMO;
- Ponad 130 milionów z tych kont regularnie wykupuje liczne bonusy, które pomagają usprawnić rozgrywkę;
- Najpopularniejszym sposobem grania w MMO jest tzw. F2P (Free to Play) – czyli krótko mówiąc rozgrywka darmowa, w której można nabywać rzeczy spoza przedstawionej oferty darmowej rozgrywki za prawdziwe pieniądze;
- Gry P2P (Pay to Play) – czyli rozgrywki, w których trzeba regularnie płacić abonament aby grać, nie odstają pod względem zarobku z samej gry od gier darmowych 
( F2P – 3,1 MLD $ , P2P – 3,4 MLD $);
- Sam przychód z gier MMO na świecie w 2012 roku wyniósł ponad 13 MILIARDÓW $;

Ukryta propaganda


Rynek gier sieciowych to nie tylko kwestie gospodarcze, społeczne i zdrowotne. Jest to świetne pole manewru dla polityków, którym zależy by w ten czy inny sposób, zachęcić ludzi do popierania poglądów, które sprzyjają danej partii bądź ugrupowaniu. Wiele się mówi o tzw. „przekazie podprogowym”, który mimo, że nie jest rejestrowany przez nas bezpośrednio podczas oglądania filmów i grania w gry, jest absorbowany podświadomie przez nasz umysł. Polega to na umieszczaniu przekazów w postaci notek, zdjęć i sytuacji, które pojawiają się na ułamki sekund przed naszymi oczami, na które często nie zwracamy uwagi, bo nasze oczy tego nie rejestrują. Badania wykazały, że po próbnym teście wykonanym już we wczesnych latach XX wieku, na podstawie filmu, którego projekcję przeprowadzono na niewyselekcjonowanej widowni, sprzedaż produktów, które były krypto-reklamowane podczas przekazu, wzrosła o ponad 25 %. Obecnie prawie wszystkie państwa demokratyczne oraz te o poglądach skrajnie ograniczających tę wolność, wypierają się takich praktyk. Istnieje nawet wiele ustaw, które zabraniają takich przedsięwzięć. Jednak jak to sprawdzić? Póki co, analiza tego zjawiska jest niemożliwa ze względu na brak naukowych potwierdzeń.

Jeśli reklama skierowana w docelowego widza nie ma prawa bytu przez zakazy, wielkie firmy szukają innych sposobów. Obecnie największym koncernem, który zajmuje się tematyką historyczną gier komputerowych jest Activision. Spod rąk pracowników tej firmy wyszły takie znane tytuły jak Call of Duty, cała seria gier spod znaku Total War jak i wiele innych gier, które opierają się na konfliktach międzynarodowych na przestrzeni wieków. Przykładowo: promowanie w tych grach sposobu, w jaki oddziały amerykańskich Marines walczą o pokój na świecie, wskazuje jakie są założenia polityków, którym bardzo zależy aby świat miał taki właśnie pogląd na wszelkie interwencje zbrojne wojsk.  Jeśli człowiek choć trochę interesuje się genezami konfliktów zbrojnych, doszuka się w nich wielu wątków, które jednoznacznie świadczą o tym, że wojna w obecnych czasach to nie walka o pokój i wolność,  a zbrojne wtargnięcia wrogich wojsk na teren państw bogatych w złoża zasobów naturalnych. Wojna to świetny biznes. Ludzie tracą życie, a politycy zarabiają na tym krocie.


Summa summarum


Jak wynika z przedstawionej analizy problemu, dzisiejszy świat, który pędzi w niesłychanym tempie, powoli zatraca się w sobie. Rynek elektronicznych multimediów zaczyna przejmować większość światowego rynku, generując niebotyczne dochody. Sama liczba portali, na których gracze handlują wirtualnym ekwipunkiem czy walutą płatniczą z gier sięga tysięcy, a sumy, za jakie są przeprowadzane transakcje sięgają już dziesiątek tysięcy. To mówi samo za siebie: że ludzie wolą przedłożyć problemy życia rzeczywistego, skupiając się w 100% na świecie wirtualnym, gdzie nie grozi im żadna krzywda fizyczna. Jedynie uszczerbek psychiczny oraz skutki długofalowe, które spowodują wiele problemów zdrowotnych, na pewno zbiorą żniwo w przyszłości, jeśli nie zmienimy swoich nawyków.

Interaktywna rozrywka – dobrodziejstwo dla wielu czy niebezpieczne narzędzie, które jest umiejętnie wykorzystywane przez największe firmy tego globu? Im więcej ludzi, tym więcej teorii. Jedyną dobrą radą jest zachowanie wstrzemięźliwości i rozsądnych rygorów, które nie spowodują, że nie zatracimy się w tym pustym, pozbawionym emocji świecie wirtualnym.


Marcin Morkowski

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Wojna domowa w Syrii

Początek

 

Wiosną 2011 r. arabskimi krajami Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu wstrząsnęły wydarzenia nazwane publicystycznie „arabską wiosną ludów”. Doprowadziły one do zmian władzy i obalenia dotychczasowych wieloletnich reżimów – w Tunezji, Egipcie i Libii. Początkowo wydawało się, że podobny będzie przebieg wydarzeń w Syrii. W tym jednak państwie sytuacja przybrała inny, dramatyczny obrót – doszło do krwawej, wciąż trwającej wojny domowej, która pochłonęła już tysiące ofiar. Wojna domowa w Syrii nieprzerwanie trwa od 2011 roku, a dokładnie od 26 stycznia, kiedy to miały miejsce pierwsze protesty. Samo powstanie wybuchło 15 marca, jako konsekwencja wielotysięcznych demonstracji w różnych syryjskich miastach. W reakcji na demonstracje władze syryjskie nakazały siłom bezpieczeństwa krwawo tłumić powstanie. W wyniku tych działań śmierć poniosły setki cywilów na terenie całego kraju. Powoli także nasilało się niezadowolenie społeczeństwa, dlatego syryjski rząd 29 marca 2011 roku podał się do dymisji. Natomiast już 21 kwietnia zniesiono stan wyjątkowy obowiązujący w kraju od 1963.

Tło historyczne - naszkicowanie i przebieg konfliktu 


Rodzi się pytanie: Co stało się przyczyną konfliktu, który wstrząsnął całym światem? Najprościej można powiedzieć, że są to dwunastoletnie rządy prezydenta Baszara al-Asada, syna syryjskiego dyktatora Hafiza al-Asada. Jednak samo tło konfliktu zostało nakreślone dużo wcześniej. W Syrii od 1963 roku nieprzerwanie obowiązywał stan wyjątkowy. Jego wprowadzenie spowodowało w szczególności ograniczenie praw i swobód obywatelskich, a syryjski rząd tłumaczył to pozostawaniem w stanie wojny z Izraelem. Było to najlepsze rozwiązanie, ponieważ stan wojenny w praktyce nie został zniesiony, natomiast w skuteczny sposób zawieszał swobody zawarte w konstytucji. 

Pierwsza rewolucja miała miejsce już w 1970 roku, kiedy to władze sprawowała Partia Baas, czyli Odrodzenie, na czele z Hafizem al-Asadem, który rok później został prezydentem. Asad zabronił działalności partiom opozycyjnym, a u szczytu sześcioletniej islamskiej rebelii, czyli w 1982 roku prowadził politykę spalonej ziemi w stosunku do miasta Hama, ze względu na to, że było ono punktem sunnickiego oporu.

Przeprowadzono działania wojenne polegające na zniszczeniu wszystkiego, co może być przydatne dla strony przeciwnej. Niedługo po tym, bo już 3 lutego tego samego roku, nastąpiła masakra miasta z użyciem broni chemicznej. Jak szacuje Komitet Praw Człowieka zginęło wtedy ok. 40 tyś. osób. Gwałtowne protesty miały także miejsce w 1999 roku w mieście Latakia, kiedy to zaistniała możliwość reelekcji obecnego prezydenta kraju. Jednak w 2000 roku Hafiz al-Asad zmarł. Na prezydenta wybrano jego syna Baszara. Jednak aby tego dokonać należało wcześniej zmienić konstytucje w taki sposób, by dopuszczała kandydatów na fotel prezydenta od 34 roku życia. Kolejne zamieszki miały miejsce już w 2004 roku. Podczas jednego z meczów w marcu 2004 w mieście Al-Kamiszli, Kurdowie wnieśli na stadion własną flagę, wobec czego siły bezpieczeństwa otworzyły ogień do kibiców, mordując ok. 30 osób.

Jak wiadomo rodzina Asada wyznaje alawizm, który jest odłamem szyizmu. Wyznawcy tego nurtu stanowią zaledwie 7 proc. całej społeczności kraju. Jednak, od przejęcia władzy przez Hafiza al-Asada, piastują najwyższe stanowiska w państwie. Przez szyitów uznani za muzułmanów, ale wśród sunnitów zdania są podzielone - wielu uważa ich za niewiernych. Prócz tego terytorium kraju zamieszkują także chrześcijanie stanowiący 10 proc. społeczeństwa. Jednak ich prawa są znacznie ograniczone, ze względu na dominacje religii islamskiej. Oficjalnie mówi się, że Syria nie jest państwem wyznaniowym i nie posiada religii państwowej. Stąd rodziło się i rodzi wiele konfliktów na tle religijnym. Dodatkowo Syria za rządów Asadów borykała się z wieloma problemami społeczno-ekonomicznymi. Odnotowywano stopniowe pogarszanie się warunków życia. Zmniejszono pomoc państwa na rzecz biednych, nie respektowano wolności handlu, a brak wsparcia dla lokalnego przemysłu doprowadziło do bezrobocia zwłaszcza u młodych Syryjczyków. Ponadto ciągle słychać o uchodźcach przechodzących na turecką stronę.


Syryjski atak na tureckie miasto oraz zrozumiały odwet Turcji to najpoważniejsze dotychczas ostrzeżenie, że coraz brutalniejsza wojna domowa w Syrii może wywołać konflikt regionalny.



Dodatkowo w Syrii notorycznie łamano prawa człowieka. Utrzymanie stanu wyjątkowego pozwalało na liczne aresztowania czy represje w stosunku do opozycjonistów. Panował monopartyjny system polityczny, a wybory były czystą fikcją. Dyskryminowano kobiety oraz mniejszości narodowe. 31 stycznia 2011 roku prezydent Baszar al-Asad obiecał przeprowadzenie reformy państwa. Jednak społeczeństwo było już zmęczone ciągłymi obietnicami i wzięło sprawy w swoje ręce. Kiedy wiadomo było, że powstanie przerodzi się w coś większego zaczęto mobilizować siły. Powołano do życia Wolną Armię Syrii (WAS), która miała za zadanie chronić syryjskich demonstrantów. Zrzeszała dezerterujących żołnierzy z armii Baszara. Jej przywódcą został Rijad al-Asad. Był to początek zbrojnego ruchu oporu wobec rządów prezydenta. Rozpoczęły się walki na terenie całego kraju, które przerodziły się w wojnę domową.


Dzieci w konflikcie 

 

Raport Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych z 12 czerwca 2012 roku wskazuje, iż siły rządowe nie cofały się nawet przez zabijaniem 10-letnich dzieci. Specjalna wysłanniczka ONZ ds. Dzieci w konfliktach zbrojnych Radhika Coomaraswamy powiedziała w rozmowie z BBC, iż spotkała się z relacjami, które wskazywały na używanie małych dzieci jako żywych tarcz. Jednakże nie tylko strona rządowa jest winna jest cierpieć dzieci.

Rebelianci wcielają dzieci do swoich oddziałów w roli żołnierzy. W listopadzie 2012 roku Human Rights Watch informowało, iż dzieci wykorzystywane są przez rebeliantów w roli pomocy, jak również bezpośrednio w walce. 14-latkowie mieli być wykorzystywani w kilku brygadach do transportu broni i wyposażenia oraz wartowania. Natomiast 16-latkowie brali już udział bezpośrednio w walkach. 

Zgodnie z Konwencją o Prawach Dziecka przyjętą przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych dnia 20 listopada 1989 roku osoby poniżej 15 roku życia nie powinny brać bezpośredniego udziału w walkach zbrojnych. Również przyjęty w lipcu 1998 roku statut rzymski Międzynarodowego Trybunału Karnego określa używanie w walce dzieci poniżej piętnastego roku życia za zbrodnię wojenną.


Jak rozwiązać konflikt? 

 

Obecnie wojna domowa wciągnęła nie tylko niemalże wszystkich obywateli państwa, ale także państwa sojusznicze, czy organizacje pozarządowe. Wkroczenie obcych wojsk w Syrii, może stad się początkiem interwencji. Jednak Rosja uparcie twierdzi, że wojskowa ingerencja jest niezgodna z międzynarodowym prawem. Władze domagają się pokojowego rozwiązania konfliktu. Dlaczego? Rosyjscy eksperci przypominają, że Moskwa nie jest zainteresowana międzynarodową interwencją w Syrii, ponieważ na terenie tego kraju znajduje się jedyna rosyjska baza okrętów wojennych na Morzu Śródziemnym. Takie samo stanowisko przyjęły Chiny. Przyczyną są prowadzone interesy gospodarcze z Syrią. Chodzi m.in. o pozyskanie złóż ropy naftowej dla prężnie rozwijającego się kraju. Militarna interwencja mogłaby mieć negatywny skutek wobec tych działań. Za pokojowym rozwiązaniem konfliktu opowiedziało się także ONZ. Ówczesny Sekretarz Generalny, Kofi Annan negocjował zawieszenie broni w ramach planu pokojowego. Miało ono odbył się 12 kwietnia 2012 roku. Jednak codziennie odnotowywano naruszenie broni, a z biegiem czasu liczba ofiar zaczęła przekraczać stan sprzed planu pokojowego. Z czasem ogłoszono upadek planu Annana. Rozpoczęto zbrojne operacje. Podobnym tropem szedł Lakhdar Brahimi, wysłannik ONZ ds. Syrii. Jednak i jego pokojowy plan zakończył się fiaskiem. Został on tylko poparty przez Iran, który uważał go za jedyna szansę dla Syrii.


Kiedy myślano nad rozwiązaniem, które będzie przeprowadzane drogą pokojową, inne państwa mobilizowały siły. Prezydent USA Barack Obama, oraz premier Wielkiej Brytanii David Cameron ostrzegli syryjskiego prezydenta Baszara al-Asada, że jeśli użyje broni chemicznej przeciwko siłom opozycji, to narazi się na "konsekwencje". Kraje te zagroziły w tym przypadku wojskową interwencją. 


Za podobnym rozwiązaniem konfliktu opowiedział się także prezydent Francji Francois Hollande. Stwierdził, że interwencja Zachodu będzie rozległa i druzgocąca w przypadku użycia przez reżim broni masowego rażenia. 6 stycznia 2013 roku miała miejsce przemowa prezydenta Baszara al-Asada. W trakcie wystąpienia opozycjonistów nazwał terrorystami i agentami państw zachodnich. Przedstawił również własną inicjatywę pokojową, która nawoływała do zaprzestania zbrojenia bojówek przez podmioty międzynarodowe i zakończenia "operacji terrorystycznych". Po spełnieniu tych warunków Asad zaproponował zorganizowanie konferencji pojednawczej "z udziałem tych, którzy nie zdradzili kraju" oraz utworzenie nowego rządu. Jego inicjatywa została odrzucona przez opozycję i szeroko skrytykowana w świecie zachodnim.


Podsumowanie - Czyli jak dzisiaj ma się wojna domowa? 

 

Dokumentacja wojny domowej w Syrii była niezwykle trudna, gdyż do strefy konfliktu ograniczony dostęp mieli dziennikarze, w związku z restrykcjami, którym wraz z organizacjami międzynarodowymi podlegali w Syrii. Toteż w pełni obiektywny obraz konfliktu, był niemożliwy do uzyskania. Media opierały się głównie o raporty źródeł powstańczych. Codzienne informacje z frontów podawało Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka w Londynie oraz Lokalne Komitety Koordynacyjne, które zliczały i dokumentowały ilość ofiar. Własny obraz konfliktu kreowały źródła reżimowe. Niezależne organizacje pozarządowe dokumentowały zbrodnie wojenne dokonywane w Syrii i opisywały sytuację humanitarną.

Jak sytuacja wygląda obecnie? Powstanie w Syrii, które wybuchło na fali arabskiej wiosny na początku 2011 roku, jest wielką masakrą dokonującą się na oczach świata. Liczba ofiar zbliża się do tragicznego bilansu śmierci w czasie wojen bałkańskich. Po blisko dwóch latach wojny domowej żadna ze stron nie zdołała uzyskać zdecydowanej przewagi i zakończyć krwawego konfliktu. Z jednej strony wspomagane przez zachodnie rządy oddziały rebeliantów oraz członkowie al-Kaidy, a z drugiej wspierane przez Rosję, Chiny oraz Iran prorządowe wojska Baszara al-Assada toczą zaciekłe walki o najmniejsze nawet miasta dokonując przy tym zbrodni przeciw ludzkości. Sześćdziesiąt tysięcy zabitych, wielu nieodwracalnie okaleczonych, osierocone dzieci, torturowani ludzie - to dotychczasowy efekt krwawej wojny domowej w Syrii, gdzie rebelianci już prawie dwa lata temu rzucili wyzwanie reżimowi prezydenta Baszara al-Asada. Najbardziej przykrym faktem jest to, że giną niewinne dzieci.

"Bum, prosto w plecy, koniec marzeń,
Pourywane ręce, nierozpoznawalne twarze,
Chcesz?
Pokażę Ci śmierć,
Prawdziwy ściek."
O.S.T.R



Łukasz Matusiak




Amnestia ratunkiem kibiców




Po październikowych wyborach w Polskim Związku Piłki Nożnej doszło do sporych zmian. Na fotelu prezesa zasiadł wybitny reprezentant Polski Zbigniew Boniek, zastępując krytykowanego Grzegorza Latę. Wielokrotnie zastraszany przez władzę, media i kibiców związek wreszcie zmienia swoją politykę. Na konferencji prasowej, po posiedzeniu Zarządu PZPN, prezes zapowiedział walkę o amnestię dla wszystkich kibiców objętych zakazami stadionowymi. Rozpoczęła się medialna burza. Politycy głośno wypowiadają się o kontrowersyjnym pomyśle. Zaczęły pojawiać się także zarzuty dotyczące współpracy Zbigniewa Bońka z „kibolami”.

O co tutaj chodzi?


Zarząd PZPN podjął uchwałę, o zwróceniu się do Komisji Ekstraklasy, Wydziału Dyscypliny Polskiego Związku Piłki Nożnej, oraz Najwyższej Komisji Odwoławczej o zniesienie zakazu wstępu na mecze dla wszystkich chuliganów biorących udział w rozróbach na stadionach. Oznacza to powrót na trybuny nie tylko ludzi demolujących otoczenie. To także szansa dla kibiców skazanych za odpalenie pirotechniki. Race, petardy hukowe czy stroboskopy są surowo zakazane na imprezach masowych. - Doszliśmy do wniosku, że chcemy z kibicami współpracować. Każdy na meczu chce się wyżyć, pośpiewać, czasem można użyć kilku niecenzuralnych słów, ale mówimy o kibicach: najpierw musimy im pomóc, a potem możemy ich rozliczać. Nie będziemy zaczynać od tego drugiego– mówi Zbigniew Boniek. Prezes od początku swojej kadencji stara się poprawić stosunki na linii związek-kibice. Oprócz proponowanej amnestii Boniek obniżył ceny biletów na mecze reprezentacji, odrzucił pomysł budowy nowej siedziby władz oraz zamierza zalegalizować środki pirotechniczne.

Kontrowersje


Głównym tematem rozmów po konferencji miało być wynagrodzenie prezesa. Według tygodnika „Piłka Nożna” Zbigniew Boniek miał pobierać pensję w wysokości 40 tysięcy złotych miesięcznie. Okazało się, że sprawa zarobków nie była nawet poruszana w trakcie obrad. Głównym tematem w mediach stała się więc amnestia kibiców. - Wiem, że pan prezes oczywiście liczy na nowe otwarcie. Z mojego punktu widzenia sytuacja jest kontrowersyjna. Myślę, że jeszcze w najbliższych dniach będziemy mieli okazję z panem prezesem na ten temat rozmawiać – mówi minister sportu Joanna Mucha, która dosyć sceptycznie przyjmuje propozycję prezesa związku. Przekonani do tego pomysłu nie są także członkowie innych ugrupowań politycznych. Wielu z nich ma poważne obawy co do bezpieczeństwa na polskich stadionach. Nie akceptują także legalizacji pirotechniki. Tłumacząc się podają przykłady naszych zachodnich sąsiadów, gdzie jest ona surowo zabroniona.

Lepiej kraść niż robić oprawy


Taki transparent pojawił się na stadionie Wisły Kraków. Kibice uważają, że czeka ich większa kara za odpalenie pirotechniki na stadionie, niż za kradzież w sklepie. Jednak według polskiego prawa paradoks ten jest jak najbardziej prawdziwy. Mało kto wie, że za odpalenie racy na stadionie kibicowi grozi do 5 lat pozbawienia wolności oraz kilkuletni zakaz stadionowy. Według Zbigniewa Bońka lepsze dla widowiska sportowego jest odpalanie pirotechniki przez wykwalifikowane osoby, niż tylko przez odważne, które nie boją się drastycznych kar.

Co dalej?

           
           Teraz związek czeka na akceptację swojego pomysłu przez Ekstraklasę. Jeśli się jej doczeka można spodziewać się powrotu na stadiony masy kibiców, zwiększając w ten sposób frekwencje na meczach polskiej ligi. Co z bezpieczeństwem na stadionach? Polski Związek Piłki Nożnej na pewno nie będzie przychylnie patrzeć na akty wandalizmu polskich chuliganów. Można się będzie spodziewać nowych przepisów dotyczących walki z pseudokibicami. Pomysł ma jednak szansę powodzenia, tylko i wyłącznie za zgodą rządu. Jeżeli polskie władze odmówią pomocy w tym projekcie, temat zakończy się fiaskiem.

Co na to kibice?


- Jestem zadowolony z planów Zbigniewa Bońka. Wreszcie może powróci normalność na stadionach. Na sprawę amnestii patrzę jednak trochę z przymrużeniem oka – mówi Grzegorz, kibic Śląska Wrocław. Polscy fani piłki nożnej z umiarkowanym optymizmem patrzą w przyszłość. Wierzą w Zbigniewa Bońka i jego zdolności przywódcze. Mają nadzieję na lepszą grę polskiej Reprezentacji oraz poprawę warunków na trybunach. Jednak niejednokrotnie oszukiwani przez władzę związku, hamują swój optymizm. Kto wie, może doczekamy się czasów, gdy kibice będą śpiewać: Kochać, Kochać PZPN?

Tomasz Beczak

Cenowy rok 2013


Każdy nowy rok, wiąże się z wieloma nadziejami jak i obawami. Pragniemy niższych cen, tańszej benzyny, mniejszych opłat i wyższych zarobków. Niestety w wszechogarniającym nas kryzysie, ciężko jest doszukać się zmian na lepsze. Od kilku lat, przyzwyczajani jesteśmy do stałych podwyżek cen, rosnącego bezrobocia i niskich płac. Najbliższy rok, również przyniesie nam zmiany. A będą to zmiany na lepsze i tradycyjnie już na gorsze.

Zacząć trzeba, od najważniejszych dla nas spraw. Zapowiedziane zostały podwyżki czynszu za mieszkanie, a to łączy się z podwyżką ceny wody, droższym ogrzewaniem oraz większymi opłatami za wywóz śmieci, które wzrosną nawet kilkakrotnie. To stawia w złej sytuacji rodziny najuboższe, którym już teraz ledwo wystarcza na opłaty. Pocieszyć może informacja, że cena prądu w najbliższym półroczu ma pozostać bez zmian, a zapowiadane są nawet jej obniżki, w drugiej połowie roku. Natomiast dla tych rodzin, które wciąż ogrzewają mieszkania, wodę czy chociażby gotują na gazie, pozytywną wiadomością będzie największa w historii obniżka cen gazu, nawet o 10 procent. Wszystko to za sprawą wystosowanego przez PGNiG (Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo), wniosku o obniżenie taryfy. 

Nieustającym problemem, będzie stale podwyższająca sie cena artykułów spożywczych. Pomimo tego, że cena benzyny spadła, a był to główny czynnik podwyżki w zeszłym roku, to coraz droższe jest zboże, przez co więcej o nawet 10 procent zapłacimy za mąkę, chleb oraz inne wybory piekarniczo-cukiernicze. W związku z większymi cenami za paszę, trzeba przygotować się na wzrost cen mięsa. Za mięso wieprzowe zapłacimy średnio o 5 procent więcej, a za mięso wołowe nawet o 15 procent.  Wyższą ceną oznakowane będą również takie artykuły jak: mleko, makaron, ziemniaki, cukier a nawet herbata.

Ten rok, będzie pierwszym od ostatnich czterech lat, kiedy z ulgą odetchną kierowcy. Nie dość, że ceny paliw w końcu się ustabilizują i przestaną rosnąć w szybkim tempie, to prognozowane są jej obniżki. Wykluczając oczywiście wszelkiego rodzaju wojny na wschodzie, kryzysy czy katastrofy, cena za litr paliwa może spaść nawet do 5,30zł za litr. Porównując do zeszłego roku, gdy za litr benzyny płaciliśmy już prawie 6zł, w tym roku z lekką ulgą będziemy odwiedzać stacje benzynowe. Zawdzięczać będziemy to kolejnej fali spowolnienia gospodarczego, przez co zmniejszony popyt na paliwo, powinien zmusić stacje benzynowe do obniżek cen. Natomiast jeśli chodzi o LPG, cena gazu powinna pozostać na swoim poziomie.


Z niemiłą wiadomością spotkają się w nowym roku osoby palące. Po raz kolejny zostanie podniesiona akcyza na wyroby tytoniowe, a ta tendencja ma utrzymać się do roku 2018. Paczka papierosów, będzie kosztowała teraz około 70gr. więcej. Jest to spowodowane dostosowaniem Polskich przepisów do unijnych regulacji. I tak Unia Europejska walczyć będzie z palaczami co roku. Do budżetu państwa natomiast, od osób palących, wpłynie około  345 mln złotych.


Patrząc na te wszystkie podwyżki, zachodzi pytanie: czy wystarczy nam na wszystko pieniędzy? Bezrobocie rośnie, a wypłaty jak wiemy nie są wysokie. Statystycznie 3 na 5 polaków sądzi, że dostanie podwyżkę. Mimo tego, że aż 80 procent pytanych polaków, ocenia sytuację gospodarczą kraju na złą, to większość uważa, że ich pracodawca ma się dobrze i liczą na zwiększenie wypłat. Nadzieje te wywołane są podwyżkami na początku ubiegłego roku. Społeczeństwo liczy także na premie, związane z zasługami dokonanymi w roku 2012. Jeśli chodzi zaś o samo zatrudnienie, to nie szykują się gwałtowne zwolnienia jak na przełomie 2009/10 roku, natomiast firmy zatrudniają póki co pracowników na okres tymczasowy, nie tworząc tym samym nowych etatów. Trzeba jednak zauważyć, że ludzie mimo wszystko obawiają się utraty pracy.  Z analizy firmy Randstad wynika, że 13 procent osób ankietowanych, pomimo stałego zatrudnienia, aktywnie poszukują innego miejsca zatrudnienia. 46 procent osób, robi to poszukując lepszych warunków pracy; 25 procent z powodu restrukturyzacji w miejscu poprzedniego zatrudnienia. Dodać trzeba, że od nowego roku płaca minimalna ma wzrosnąć z 1500zł do 1600zł. Jednak czy te 100zł więcej, pozwoli nam na życie w dobrobycie?

Patryk Rosiński

Zakazy, czyli kilka słów o wolności...


Człowiek w swoim życiu kieruje się różnymi zasadami. Dywagacje na temat tego, czy są one dobre, czy nie dotykają płaszczyzn filozofii. Na niektóre pytania odpowiedzią mogą być jedynie kolejne  pytania. Dobro i zło to pojęcia względne. Jedni postrzegają pewne zachowanie jako dobre, a inni to samo zachowanie jako złe. W związku z tym problemem człowiek powołał twór zwany kodeksem moralnym. Sprowadził on wszelkie przejawy ludzkich postępowań do moralności, jako jedynego kryterium ich oceny. Powstała etyka, która po dziś dzień pozostaje sprawiedliwym sędzią ludzkich poczynań. Jest to zbiór powszechnie akceptowanych zasad, jakimi powinien kierować się każdy z nas. Na ich podstawie zbudowano prawo – zbrojnego strażnika moralności.

Dzisiaj wszelkie aspekty ludzkiego życia są prawnie uwarunkowane.  
Kodeks prawny to zbiór nakazów i zakazów, za naruszenie których przewidywane są różne konsekwencje. Wszystko to oczywiście w imię wyższego dobra i powszechnie pojmowanej sprawiedliwości. Jednak przedstawicielami prawa są tylko ludzie i jako tacy nie są nieomylni. Niejednokrotnie przecież można zetknąć się z rażącą niesprawiedliwością ze strony przedstawicieli prawa.

Kraje europejskie przyjęły postawę prewencyjną. Oznacza, to że zamiast skupiać się na sprawiedliwym osądzaniu, stawiają na zapobieganie. Wszelkie normy, dyrektywy, zakazy, czy nakazy to nic innego jak ingerencja w wolność osobistą. Nasze możliwości decydowania o swoim życiu są notorycznie umniejszane przez prawo.


Wolność powoli odchodzi w zapomnienie, a ludzie biernie poddają się wszelkim „zabiegom” rządu. Z czasem prowadzi to do marazmu społeczeństwa przyzwyczajonego do tego, że  nieznana siła wyższa sprawuje nad nim kontrole.

Absurd zakazu najlepiej ukazuje sytuacja, która miała miejsce w Ameryce z początku XX w. Był to okres tzw. prohibicji, czyli całkowitego zakazu spożywania alkoholu. Dopiero z perspektywy czasu widać jak beznadziejnym było to pomysłem. Ludzie, którzy chcieli sięgnąć do kieliszka i tak mogli to zrobić w nielegalnych pubach kontrolowanych przez mafie. Przestępcy byli bowiem jedyną grupą społeczną, która skorzystała na prohibicji. Nielegalny handel alkoholem kwitł w najlepsze. Korupcja sięgała najwyższych struktur państwowych. Krwawe walki między rywalizującymi organizacjami były codziennością na amerykańskich ulicach. Dopiero po kilku latach zniesiono prohibicje dochodząc do wniosku, że jest ona nieefektowna. Warto wspomnieć, że na podstawie tamtych wydarzeń nakręcono wspaniały film pt. „Dawno temu w Ameryce” idealnie ukazujący powiązania mafii z polityką.
Przykład prohibicji dobrze oddaje niekompetencje dzisiejszych polityków, nieumiejących odbierać lekcji od nauczycielki zwanej historią. Dowodzi ona bowiem, że zakazy nie powstrzymują ludzi od ich zamierzeń. Jedynie totalna inwigilacja jednostki, kontrola każdego aspektu życia mogłaby zmusić społeczeństwo do przestrzegania zakazów. Jest to jednak niemożliwe nawet w najbardziej totalitarnych ustrojach politycznych. Można jednak zauważyć, że wszelkie poczynania elit rządzących kierują się właśnie w tym kierunku. 

Czym jest więc zakaz w dzisiejszych czasach ? Jest kompromisem zapełniającym lukę w źle sformułowanym systemie prawnym. Zawsze łatwiej jest obarczyć winą kogoś kto naruszył oczywisty zakaz, aniżeli sprawiedliwie dojść do tego czy faktycznie jest winny. 
Coraz mniej ludzi zastanawia się nad sensem istnienia różnych ograniczeń, biernie się im poddając. Prowadzi to do sytuacji, w której małymi ustępstwami pozbawiamy siebie możliwości decydowania o własnym życiu.

Zapominamy, że za kwiecistymi przemowami polityków często kryją się zgoła inne intencje.
Obecnie w Polsce mamy zakaz zażywania marihuany. Nie powstrzymuje on tych, którzy palić chcą. Wręcz przeciwnie, powoduje on odwrotny od zamierzonego skutek. Zakazany owoc smakuje bowiem najlepiej. 

Legalizacja-pomimo ogólnych przekonań -w cale nie zwiększyłaby liczby osób palących. Przeciwnicy zażywania marihuany po prostu tego nie robią.
Nie bez znaczenia jest także wątek ekonomiczny. Dzięki legalizacji przedsiębiorcy mogliby otwierać punkty sprzedaży na wzór tych holenderskich. Dałoby to niemałego „kopa” gospodarce, przyczyniając się do powstania nowych miejsc pracy. Nałożenie akcyzy na konopie generowałoby dodatkowe zyski do budżetu państwa. Politycy najwidoczniej wolą jednak odczuwać zyski we własnych kieszeniach, aniżeli dbać o wspólne dobro.

Wszyscy chcieliby żyć w idealnym społeczeństwie. Jest to niemożliwe, gdyż takowe pozostaje jedynie utopią. Zawsze znajdzie się jednostka, lub grupa ludzi chcąca zniszczyć ustalony porządek. W związku z tym powinno istnieć proste, lecz sprawiedliwe prawo karzące ludzi za to co zrobili, a nie za to co mogliby zrobić. Człowiek rodzi się wolnym i wolnym umiera, ale trzeba pamiętać, że wolność jednej osoby ma swój koniec tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka.


Wiktor Marski

czwartek, 29 listopada 2012

Sonda - sytuacja w naszym kraju



Na poprawę nastrojów społecznych… nie zanosi się.




Z sondażu CBOS przeprowadzonego w kraju wynika, że w roku 2011 negatywne (54%) oceny sytuacji w Polsce nadal przeważają nad pozytywnymi (27%). Podobne wyniki otrzymała redakcja OSTROżni  z przygotowanej w tym roku ankiety w Toruniu. Wnioski nasuwają się same. Nic nie wskazuje na jakąkolwiek zmianę - poprawę.

Spośród badanych aż 50% uważa, że sytuacja w kraju jest zła, tylko 12% ocenia ją jako dobrą, a 38% uznaje za umiarkowaną.

Dobrze o sytuacji w kraju, podobnie jak i w 2011 roku, częściej niż ogół wypowiadają się najmłodsi badani - w wieku 18-24 lata (20%). Jednak i tam nie jest trudno o tych krytycznie patrzących na sprawy Polski (20%), co powoduje równomierne rozłożenie się głosów. Przeważającą grupą są ci, którzy uważają, że jest stabilnie (60%). Ma na to wpływ jak sami respondenci twierdzą: nie wywiązywanie się rządu z obietnic przedstawionych w expose, coraz większe pogrążenie w kryzysie finansowym i przede wszystkim duże  bezrobocie. Mimo wielu rzeczy do poprawienia wszystko zmierza powoli w dobrym kierunku.

Wśród osób w wieku 25-40 lat górę wzięła negatywna ocena (100%). Wyniki są odmienne od tych przedstawionych przez CBOS, w których dobrze sytuacje w Polsce oceniają osoby z wyższym wykształceniem (37%), bądź stabilną sytuacją materialną (41%). Powodem takiej oceny są narzucane i cały czas zmieniane przez rząd przepisy ograniczające swobody obywatelskie.

Podobnie jest z ostatnią grupą wiekową, powyżej 40 roku życia, dla której sytuacja w kraju jest zła (100%). Wynika to z oglądanych w telewizji pyskówek, wzajemnego obrażania się. Emerytury są małe, leki zaś drogie, ciężko jest się dostać do lekarza bo kolejki są długie, płatne szkoły, bezrobocie… Po prostu coraz gorzej się żyje.

Aleksandra Nowaczyk, Michał Jaworski, Patryk Rosiński, Marta Nowakowska, Marcin Morkowski

piątek, 12 października 2012

„Wybory w Stanach Zjednoczonych to jawna kpina!"



Na kilka tygodni przed wyborami prezydenckimi w USA wśród mieszkańców zawrzało. Przeglądając programy wyborcze Obamy i Romneya mieszkańcy widzą.. No właśnie, nie widzą nic! Zbuntowany tłum ruszył więc protestować pod Biały Dom.

Kilka tysięcy namiotów, przyczep campingowych oraz wielu zwykłych przechodniów, którzy przejrzeli na oczy i postanowili przyłączyć się do protestujących rodaków. Amerykanie są dziwnym narodem, przez ostatnie kilka miesięcy każdy z nich stawiał się po stronie jednego bądź drugiego kandydata, teraz postanowili połączyć siły i w planach mają zbojkotowanie wyborów! To bez wątpienia byłby wyczyn na skale światową, bojkot wyborów w państwie z największą światową władzą są niemal nie do wyobrażenia! Amerykanie muszą zmienić politykę, szczególnie zagraniczną bo inaczej może dojść do katastrofy!- powiedział nam Stefan Nowak, ambasador USA w Toruniu. Amerykanie mają dość mydlenia oczu, wmawiania im, że to jest złe a to dobre. Jesteśmy wolnym narodem, mamy prawo głosu! – powiedział spotkany na toruńskiej starówce amerykański turysta John.

Czy zbliżające się wielkimi krokami amerykańskie wybory są w stanie zburzyć codzienne życie na całym świecie? Bez wątpienia, Stany Zjednoczone mają tak wielką władzę, że nagła rewolucja w tym kraju mogłaby mieć katastrofalne skutki! Wiele krajów mogłoby się pogrążyć w jeszcze większym kryzysie, chociaż i tak już nie jest łatwo np. w Grecji czy Hiszpanii. Polacy też lekko nie mają – twierdzi Piotr Sikorski, Minister Spraw Zagranicznych. Czy więc mamy czego się obawiać? Który z amerykańskich kandydatów byłby prezydentem, który mógłby pomóc w walce ze światowym kryzysem? Obama, który otwarcie zapowiada, że do 2020 roku na pewno nie wycofa swoich wojsk z państw bliskiego wschodu? Czy może Romney, który na międzynarodowych salonach nie wiele brylował i tak naprawdę nie wiele o nim wiadomo? Może USA właśnie takiego prezydenta potrzebuje? Doświadczonego wiekiem, pełnego nowych pomysłów a przede wszystkim takiego, który złego słowa nie boi się powiedzieć? Na te pytania amerykanie muszą odpowiedzieć sobie sami, do wyborów pozostało 43 dni i naprawdę trudno sobie wyobrazić aby bojkot wyborów naprawdę doszedł do skutku.

Postaramy się przybliżyć Państwu teraz to, o czym w USA trąbi się od wielu tygodni. W trakcie pierwszej, oficjalnej debaty wyborczej prowokacyjne zachowanie aktualnego prezydenta było na ustach całego świata. Romney?! A kim on kurwa jest? Wy naprawdę chcecie żebym został na następną kadencję, dziękuje!- tymi słowami uraczył zgromadzonych na wiecu dziennikarzy Barack Obama. Długo na ripostę Mitta Romneya czekać nie trzeba było. Nie przyszedłem tutaj żeby go pokonać, to za mało. Obama niszczy ten kraj, niszczy wolność na świecie, tylko głupcy pójdą na niego zagłosować. Jak długo można trzymać wojska w Iraku, jak wiele pieniędzy trzeba jeszcze wydać, żeby ich tam utrzymać? Pytał retorycznie lewicowy kandydat. Trudno się z nim nie zgodzić, amerykańskie wojska swoją „misję pokojową” nazywają teraz wakacjami, tylko że w gorszych standardach niż te, do których zdążyli się przyzwyczaić.  Na koniec owej debaty obaj panowie odwrócili się do siebie plecami i wyszli z sali, nie wymieniając nawet spojrzenia.

Kolejne debaty mijały już w spokojniejszej atmosferze, obaj kandydaci zwiedzali USA i opowiadali o swoich planach, na nadchodzącą kadencję. W pierwszych sondażach górą był zdecydowanie Obama, co pokazało jak wielkim zaufaniem darzą go mieszkańcy Stanów Zjednoczonych. Wszystko zmieniło się jednak po kontrowersyjnej wypowiedzi obecnego prezydenta z dnia 12 maja w Bostonie. Jestem dumny z bycia Amerykaninem, jestem dumny, że mogę dowodzić Państwem, które ma najbardziej rozbudowaną infrastrukturę na świecie oraz ludzi, którzy uwierzą w to co się im powie! Po tej wypowiedzi wśród tłumu zapadła cisza, która chwilę później została zmieniona przez ogłuszające gwizdy. Barack Obama tą wypowiedzią stracił bardzo wiele, stracił prowadzenie we wszystkich sondażach. A Mitt Romney? Romney spokojnie się przyglądał, nie udzielał kontrowersyjnych wywiadów a całą sprawę skwitował jednoznacznym stwierdzeniem, Nie do pomyślenia jest, że ten facet jest głową tego narodu. Myślę, że amerykanie już wybrali.

Nic bardziej mylnego, Obama w następnych tygodniach stawał niemalże na głowie aby naprawić swój błąd, a że jak sam powiedział amerykanie są naiwni to już następne sondaże, choć ciągle na korzyść Romneya, to już zdecydowanie mniejszą różnicą. Barack miał rację, ten kraj jest dziwny, mieszkańcy też. Spieprzysz coś, poświecisz oczyma i już masz u stóp cały naród z powrotem, tak być nie może.  Wyborcy po całej aferze mają dość zabaw obojga kandydatów, protestują i protestować będą wciąż jak zapowiadają, pytanie tylko po co? Co to zmieni? Muszą wybrać pomiędzy jednym a drugim a ten, który wygra będzie miał bardzo trudne zadanie, wyciągnąć świat z pogłębiającego się z dnia na dzień kryzysu.

Mateusz Barański