Temat GMO w Polsce na dobre
"rozgościł się" w debacie publicznej w sierpniu 2011 roku, kiedy to
prezydent RP, Bronisław Komorowski, zawetował nowelizację Ustawy o
nasiennictwie z 2003 r. Nowelizacja ta nie regulowała sprawy upraw
modyfikowanych i nie zakazywała ich. Zawierała także przepis umożliwiający
rejestrację odmian transgenicznych, co wzbudziło kontrowersje wśród ekologów,
ale i zwykłych obywateli, niespokojnych o swoje zdrowie. Ich obawy nie były bezpodstawne - długofalowe
skutki spożywania żywności GM wciąż nie są znane, z racji stosunkowo krótkiej
jej obecności na rynku (pojawiła się po roku 1986 w Stanach Zjednoczonych).
Jednak Komorowski odrzucił ustawę nie z troski o dobro Polaków. Przedstawiciele
Kancelarii wskazywali raczej na chaos prawny, jakie wprowadziłyby nowe
przepisy, a sam prezydent oznajmił, iż "nie istnieją żadne naukowe dowody,
które potwierdziłby negatywny wpływ GMO na ludzkie zdrowie". Zapowiedziano
wprowadzenie zmian, bez określania konkretnego terminu. Opozycja z rozkoszą
wyżywała się na projekcie (mimo, że ostatecznie przecież nie wszedł w życie).
Co prawda, podkreślano dobro jednostki, jednak kwestia żywności transgenicznej
stała się przede wszystkim orężem w walce między partiami politycznymi.
Sprawa GMO powróciła w
listopadzie 2012. Wtedy to Sejm (230 posłów głosowało za, 202 - przeciw)
uchwalił ustawę pozwalającą na obrót nasionami GMO. Nie uwzględniono w niej
żadnej poprawki opozycji, w tym wniosku o odrzuceniu ustawy w całości czy
zakazu stosowania modyfikowanego materiału siewnego. Ustawę krytykowała
większość partii (PiS, SLD, Ruch Palikota, Solidarna Polska), poparła ją oczywiście
Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe, a ówczesny wicepremier i
minister gospodarki Waldemar Pawlak uspokajał opinię publiczną, twierdząc, że
nowe przepisy pozwolą skutecznie zablokować "każdy przypadek, który mógłby
wywołać szkodliwe konsekwencje." Równocześnie zaczęto na głos mówić o tym,
jaki wpływ na sprawę GMO ma Unia Europejska.
Obok pozytywnego oddziaływania,
jak np. wprowadzenie nakazu oznakowania produktów modyfikowanych na sklepowych półkach,
polityka UE (a przynajmniej swoistego lobby pro GMO, jakie utworzyło się w
Komisji Europejskiej) zdaje się skłaniać ku obecności żywności transgenicznej
na rynku. Chodzi tu o sytuacje z 2010r., kiedy KE zaproponowała zmianę dyrektyw
tak, aby kraje członkowskie mogłyby zakazać lub ograniczyć uprawy GMO bez
odwoływania się do ryzyka dla zdrowia lub środowiska. Jednak propozycja ta
utkwiła w Radzie UE, zablokowana przez wyżej wspomniane lobby.
Kwestię obecności w Polsce
produktów GM rozstrzygnął ostatecznie Senat. 30 listopada 2012 r. przyjął on
ustawę o nasiennictwie w wersji takiej, jaka wyszła z Sejmu - poparło ją 50
senatorów z PO i PSL, odrzuciło 29 - z PiS i Solidarnej Polski, 2 wstrzymało
się od głosu. W ostatecznym kształcie w ustawie nie zakazano rejestracji i
obrotów nasionami genetycznie zmodyfikowanymi, ale jednocześnie upoważniono
Radę Ministrów do wydania rozporządzenia, które taki zakaz wprowadzi. Takie
rozwiązanie, czy też unik, pozwoli Polsce uniknąć wysokich kar pieniężnych,
jakie Unia Europejska nakłada na kraje członkowskie niechętnie poddające się jej
dyrektywom o GMO.
Już na etapie uchwalenia ustawy
przez Sejm, rosła frustracja i napięcie wśród Polaków, którzy nie chcieli
żywności genetycznie modyfikowanej w swoim kraju. Niemałe poruszenie budził też
fakt, że o zawartych w ustawie przepisach nie było zbyt głośno w mediach pokroju
telewizji czy radia - wiadomość ta rozniosła się głównie za pośrednictwem
Internetu. Zwykli "Kowalscy", ale i gwiazdy polskiego show-biznesu -
wszyscy ci ludzie wyszli na ulice, by protestować przeciwko GMO.
Powyższy wykres obrazuje
podejście Polaków do żywności transgenicznej. Jak łatwo odczytać, niemalże
połowa badanych przez największą w kraju firmę badawczą PBS, zdecydowanie nie
kupiłaby produktu zawierające składniki GM. "Raczej nie" dokonałoby
tego zakupu nieco ponad 30% Polaków, co sumując przekłada się na to, że ponad
3/4 społeczeństwa (dokładnie 76%) wykazuje opory w stosunku do GMO. Mimo, że
dane pochodzą z 2005 roku, tendencja anty GMO utrzymuje się na podobnej
płaszczyźnie, o czym świadczą nowsze sondaże, jak ten z listopada 2012,
przeprowadzony przez portal informacyjny tokfm.pl. Respondentom przedstawiono
tezę : "GMO jest niebezpieczne dla ludzi i przyrody" i poproszono o
wybranie jednej z trzech odpowiedzi.
W sondzie zagłosowało ponad 8
tysięcy osób. Nadal widać wyraźny brak zaufania do produktów transgenicznych i nie zapowiada
się, by miało to ulec zmianie - przede wszystkim ze względu na ciągły brak
badań, które mogłyby wymiernie określić długofalowe skutki spożywanie żywności
GM.
Kwestia GMO wzbudziła mnóstwo
kontrowersji i jednocześnie stała się punktem wyjścia do dyskusji na temat
kondycji Polski. Z jednej strony mamy obywateli, którzy potrafią zjednoczyć
się, by walczyć o własne dobro, z drugiej - rząd, który nie tylko nie szanuje
zdania Polaków (w sprawie żywności GM nie przeprowadzono np. referendum), ale ślepo
wierzy w dyrektywy unijne, gubiąc przy tym racjonalizm i, przede wszystkim,
ideały demokracji. W Polsce żywność transgeniczna stała się kroplą, a właściwie
ziarenkiem zmodyfikowanej kukurydzy, które przelało (czy raczej przesypało)
czarę goryczy rozczarowania rządem.
Sonia Plisikiewicz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz